Blog

Na czym zarabia Facebook?

Na Czym Zarabia Facebook

– Dlaczego zacząłem tracić zasięg? – zapytał znajomy prowadzący na Facebooku stronę stowarzyszenia liczącą około 1000 fanów – Posty miały u mnie widoczność 100 – 150, teraz sukcesem jest 100. Opowiadając mu o czymś co w ostatnich miesiącach przetoczyło się po sieci jako „burza o cięcie zasięgu”, uświadomiłem sobie, że wiele osób nigdy nie zastanawiało się, jak działa najpopularniejszy obecnie serwis społecznościowy i do czego służy. Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.

Dziecko Marka Zuckerberga, jako spółka giełdowa notowana na NASDAQ, ma zasadniczo jeden cel, i nie jest nim możliwość umieszczania na nim obrazków z kotkami, zdjęć kanapki z pesto, czy wyrażenia opinii o nagłych opadach śniegu w styczniu. Głównym celem Facebooka jest przynoszenie coraz wyższego zysku swoim akcjonariuszom. Nic więcej, nic mniej. Jeżeli nie rozumiesz jakiejś decyzji giganta z Menlo Park, nie szukaj jej wyjaśnienia w błędach, lub nieprzemyślanych decyzjach jej zarządu. Setki prawników i księgowych może udzielać godzinnych konsultacji o wartości średniej krajowej pensji, dlatego, że dba o to, by pieniądze płynęły do serwisu coraz szerszą rzeką.

Jeżeli, ktoś pomyślał, że mam negatywny stosunek do modelu biznesowego Facebooka, to przepraszam. Facebook robi to, co robiła każda spółka akcyjna i każda korporacja od czasu powstania pierwszej spółki akcyjnej i pierwszej korporacji – maksymalizuje zyski swoich akcjonariuszy. To, że przy okazji możesz, nie płacąc ani grosza, zobaczyć jaką minę zrobił kotek Twojej sąsiadki, kiedy przystawiła go do lustra, powinieneś traktować jedynie jako plus.

Oczywiście nie płacisz tylko formalnie. Akceptując regulamin korzystania z serwisu zgodziłeś się, aby gdzieś w Oregonie, czy Szwecji, na tysiącach serwerów należących do Facebooka, zdjęcia Twojego kotka, córki, kanapki z Subwaya, czy opinia wpisana o 3 nocy w sobotę były przechowywane nawet po ich usunięciu z timeline’u. Jak długo będą przechowywane, spytasz? Cóż, najwyraźniej niedokładnie przeczytałeś regulamin, zaakceptowany podczas pierwszej wizyty. Jego punkt 2.2. dokładnie określa, że „kopia zapasowa usuniętych treści może być przechowywana przez uzasadniony okres czasu” – ile wynosi ten „uzasadniony czas” – zapytasz? To pytanie powinieneś skierować do prawników Facebooka, jeśli akurat nie będą zajęci wybieraniem odpowiedniego Bordeaux do duszonej jagnięciny w którejś z restauracji przy Piątej Alei.

Skoro już wiemy, czym płacisz za dołączenie do grona znajomych Marka Zuckberga, odpowiedzmy sobie na pytanie: w jaki sposób wspomniane już zdjęcia szczeniąt, informacje o Twoich zainteresowaniach, czy lokalizacja ulubionej cukierni mogą być zamienione na konkretne dolary na kontach jego akcjonariuszy.

W ostatnim przed wejściem na giełdę sprawozdaniu finansowym Facebook określił, że 90% z prawie miliardowych przychodów spółki przynoszą reklamy. Powody, dla których marketerzy tak kochają serwis Marka Zuckberga są dwa. Po pierwsze to Facebook jest tym serwisem społecznościowym, na którym są wszyscy, więc na pewno są tam Twoi klienci. Po drugie Twoje dane są przez działające tam serwery przetwarzane w taki sposób, że ktoś mający do sprzedania, powiedzmy 10 000 uroczych kociaków, może tak ustawić jej zasięg, że pokaże się ona jedynie samotnym kobietom z województwa opolskiego, zainteresowane zwierzętami, w szczególności kotami – przyznasz, że dysponowanie takimi informacjami, to niezwykle kusząca propozycja dla całej branży reklamowo-marketingowej.

W czasie swojego debiutu na giełdzie Facebook został wyceniony na 104 miliardy dolarów, czyli dołączył do 20 najdroższych firm w Stanach Zjednoczonych. Jednak biorąc pod uwagę zyski znalazł się w… dziewiątej setce. Musiało budzić to nie tylko zdziwienie, ale i podejrzenia. Facebook zadebiutował na giełdzie 18 maja 2012 z ceną za akcję wynoszącą 38 dolarów. Po niewielkim skoku na zaraz na początku emisji (38,23 dolarów), już po kilkunastu dniach akcje Facebooka straciły na wartości prawie 30% (do 27,07 dolarów), by po kilu tygodniach osiągnąć rekordowe 18 dolarów. Nie był to cios dla dużych funduszy inwestycyjnych, ale dla milionów drobnych graczy, widzących w serwisie Marka Zuckberga dobrą inwestycję.

Zresztą dlaczego miało być inaczej, kiedy przez kilka tygodni poprzedzających debiut, trudno było znaleźć gazetę lub serwis piszący o nim inaczej niż „największy debiut tego tysiąclecia”. Obecnie toczy się w tej sprawie kilka postępowań wyjaśniających. Jak bardzo pomogą one rolnikowi z Arkansas, który zainwestował w akcje swoje oszczędności, plus plan emerytalny nie muszę chyba nawet pisać. Należy dodać, że gdy duża część indywidualnych graczy pozbyła się regularnie tracących na wartości akcji, ich kurs poszedł do góry. W marcu 2014 zaraz po ogłoszeniu decyzji o zakupie WhatsApp osiągnęły one rekordową wartość ponad 71 dolarów, obecnie wyceniane są na niecałe 60.

Jakie zyski przyniosło (lub bardziej: przyniesie) to „dużym graczom” kupującym akcje w czasie, gdy sprzedawane były za połowę swojej początkowej wartości przez tych, których nie było stać na dalsze obserwowanie ich spadku? – nie muszę chyba pisać.

Artykuł przeniesiony z Marketing Mobilny.